Muzycy zaprezentowali wyjątkowy zestaw miłosnych madrygałów Monteverdiego (Teatro d’Amore) przemieszanych z religijnymi pieśniami włoskimi (Audi Coelum). Mogliśmy się więc przekonać jak brzmiały dwa przeciwstawne oblicza siedemnastowiecznej muzyki w Italii – religijne i świeckie. Jakby tego było mało, wszystko zostało uzupełnione improwizacjami L’Arpeggiaty utrzymanymi w klimacie epoki.
Zespół ten znany jest z niekonwencjonalnego podejścia do muzyki. Zaczynali oni bardzo klasycznie – od wyszukiwania mało znanych perełek barokowych. Następnie dla słynnej wytwórni Alpha nagrywali albumy z muzyką tradycyjną różnych krajów (włoskie tarantelle czy muzyka hiszpańska). Obecnie zajmują się czymś, co najkrócej można określić jako „odświeżanie”. Ich oryginalne interpretacje Monteverdiego podzieliły muzyczną publiczność w świecie na dwie części. Jedni uznają, że madrygały Monteverdiego grane z niemal jazzowymi improwizacjami oraz swingującym śpiewem Phillipe’a Jarousskiego to morderstwo dokonane na barokowym mistrzu – dla innych jest to wspaniałe. Publiczność w Kopalni Soli w Wieliczce należała prawdopodobnie do tej drugiej grupy, skoro długą owacją na stojąco wywołała zespół aż na trzy bisy. L’Arpeggiata zagrała fantastyczny koncert. Tam, gdzie należało być poważnym, zespół grał bardzo przejmująco; tam zaś, gdzie trzeba było lekkości i pogody, słyszeliśmy odważne podejście do muzyki klasycznej. Niektóre madrygały zabrzmiały nawet bardziej jazzowo niż na nagraniu studyjnym (np. moje ulubione Si dolce è'l tormento czy sztandarowy utwór L”Arpeggiaty - Ohimè ch’io cado).

Oczywiście największą gwiazdą wieczoru okazał się zjawiskowy Philippe Jaroussky. Jego promienny uśmiech, czarne okulary, teatralne przekomarzania się z Doronem Sherwinem zjednały mu publiczność. Jednak liczył się przede wszystkim jego anielski kontratenor, znakomicie przygotowany do trudnych przejść i ornamentów przyszykowanych przez Monteverdiego.
Sobotni koncert Misteriów Paschaliów był prawdziwie wielkanocnym, radosnym wieczorem. Nie wiem, czy Christina Pluhar nuciła sobie Monteverdiego w windzie. I czy był to Monteverdi, czy może Miles Davis. Ale tak świeże spojrzenie na muzykę mógł nam wczoraj zaprezentować tylko duet L’Arpeggiata i Jaroussky.
Autor: Filip
Wszystkie zdjęcia pochodzą ze strony www.misteriapaschalia.pl












